Magda

Magdalena Arłukiewicz

Projektant mody. Pochodzi z Gdańska, gdzie mieszka i tworzy swoje unikalne i stylowe stroje.

Laureatka wielu nagród, która prezentuje swoje kolekcje na pokazach w całym kraju m.in. Warsaw Fashion Street, Amber Look Fashion, Uczestniczka i półfinalistka polskich Oskarów Mody, wielokrotne nagrody Polskiej Akademii Mody,  Projekty Magdy były prezentowane w Vogue

http://www.vogue.it/en/photovogue/Portfolio/c2c37b09-5d07-463f-83af-e126988a41cd/Image

http://www.vogue.it/en/photovogue/Portfolio/04f5abf2-5835-4e21-b20c-2ca1448c8f40/Image

Jej kolekcje można podziwiać na

https://www.notjustalabel.com/designer/arlukiewicz

i oczywiście na jej stronie

http://www.magdalenaarlukiewicz.com/

 

1) Opowiedz proszę w kilku słowach czym się zajmujesz?

Z wykształcenia jestem historykiem, projektantem mody i kostiumografem filmowym i teatralnym. I tym się zajmuję. Tworzeniem. Balansowaniem między modą, a sztuką. …..Fundamentem każdej mojej kolekcji jest forma, kolor i humor. Inspiruje mnie przeszłość, antropologia, historia, uprzedzenia, polityka i muzyka, od Rage Against the Machine do Beethovena.
Eksperymentuję z modą. Staram się łamać stereotyp powszechnej mody ulicznej. Od wielu lat jestem zafascynowana Japonią i widać to w moich realizacjach. Japonia jest często fundamentem kreacji albo jej zabawnym uzupełnieniem. Nie boję się zaskakujących zestawień kolorystycznych i faktury materiału. Wychodzę z założenia podobnie, jak japońscy artyści, że wszystko jest możliwe. Chciałabym swoim kolekcjom nadawać indywidualny styl poprzez dozę delikatnej kobiecości umiejętnie pomieszanej z niebanalną nonszalancją.

 

2) Czy uważasz, ze moda ma cos wspólnego ze sztuka gotowania? 

Tak, zarówno w modzie, czy malarstwie istotny jest materiał na jakim pracujemy.

Kucharz – artysta w kontekście materiałów, jakich używa do gotowana. Artysta zawsze wybiera jakość, a nie gotowe rozwiązania.

Kucharz – artysta – projektant.
Można tworzyć z gotowych receptur, ale również autorskie menu jest, jak dzieło sztuki. Od zakąski po deser. Jednak tylko wtedy można nazwać kogoś artystą,  jak są to tylko i wyłącznie jego pomysły.

Jest wiele przykładów na to, ze moda ma wiele wspólnego ze sztuką gotowania. Na przykład Gretchen Röehrs w swoich pracach z doskonałym wyczuciem stylu balansuje na granicy świata mody i jedzenia. W jej pracach można zobaczyć m.in. kapustę, bakłażana, truskawki, cytrusy, francuskie croissanty, karczocha, a nawet żółtko jaja czy ostrygi. Kolejna artystka Lisa Edsalv Inspirując sie Chanell, Louis Vuitton, czy Christian Lauboutin tworzy pyszne babeczki – ciasteczka.
Ciekawa jest tez twórczość Teda Sabarese, który tworzy ubrania całkowicie wykonane z żywności. Ale  są one również obrazem pragnień , gustu i smaku tej osoby. Dla ciekawostki mogę powiedzieć, że sukienka z karczochów wykonywana była przez 6 godzin.
Niezwykła swoboda, wyobrażnia i nieskrępowanie żadnymi regułami to moda i sztuka Issey Miyake – mojego jednego z ulubionych projektantów.
Stworzył linię ubrań „Pleats Please”.
Również ciekawe związki designu ze sztuką gotowania ma chiński projektant Qiyun Deng, który stworzył zestaw sztućców inspirowanych warzywami i owocami. Długo mogłabym mówić o wspólnych mody i kuchni.

 

3) A czy Ty interesujesz się tworzeniem ale… na talerzu?

Już jako dziecko byłam niejadkiem i układałam obrazy na talerzu. Na studiach szukałam na talerzu różnych faktur. A dziś, kiedy jestem już matka i jak robię kolacje dla przyjaciół staram się grać kolorem starając się stworzyć coś wyjątkowego. Uwielbiam gotować dla innych i dla siebie

 

4) W jakiego rodzaju kuchni gustujesz?

włoskiej, meksykańskiej, azjatyckiej i polskiej.
5) Kolorystyka w modzie jest niezwykle istotna. Czy uważasz, ze na talerzu również?

Już wcześniej wspomniałam, że    na talerzu trzeba grać kolorem, by stworzyć coś pięknego. To mówi o naszej wrażliwości i estetyce.
6) Często jedzenie na mieście kojarzone jest z jedzeniem typu „fast food”. Czy wg Ciebie poza domem możemy zjeść zarówno smacznie jak i zdrowo?

Myślę, że tak. Ja uwielbiam jeść na mieście. Szczególnie w nowych miejscach i z przyjaciółmi.
7) Świat mody bywa okrutny i niezależnie od sytuacji trzeba wyglądać dobrze. Czy wobec tego stosujesz jakąś specjalna dietę?

Nie.

 

8) Na pewno często bywasz na wszelkiego rodzaju imprezach modowych. Co poza wybiegiem fascynuje Cię na tego typu spotkaniach?

Spotkanie bliskich, którzy przyszli zobaczyć moją pracę. Poznawanie ludzi, którzy tak jak ja pasjonują się modą.  Na pewno nie atmosferę.

 

9) Czy w związku z tym (opcjonalnie) mogłabyś porównać atmosferę panującą w restauracji do tej na pokazie?

Taka sama bieganina, jak przed pokazem. Na backstagu jest tak samo gorąco, jak w kuchni. A na samej już sali, jak na wybiegu. Podziwiamy i rozkoszujemy sie jedzeniem.

 

10) Skoro już jesteśmy w tym temacie, to powiedz proszę czym Ty się kierujesz w wyborze odpowiedniej restauracji?

Opinią bliskich mi osób i swoją intuicją.
11) Ostatnio restauratorzy przywiązują szczególną uwagę do wystroju wnętrz i estetyki dan. Czy Twoim zdaniem moda na pięknie wyglądające dania idzie w parze ze smakiem?

Nie zawsze.

 

12) Czy korzystasz z portali bądź aplikacji mobilnych np.JAMI-JAMI przy wyborze odpowiedniej restauracji?

Nigdy

Dziękujemy za wywiad. Zespół Jami-Jami.

100% wołowiny czyli Burger-Time w 3-mieście

100% wołowiny, aromatyczny, cieknący po brodzie sos barbecue, mnóstwo dodatków, flitz cola z bąbelkami. Tak obecnie wygląda najlepszy przepis na lunch w Trójmieście. Burgerownie na wybrzeżu rozmnożyły się jak grzyby po deszczu, prześcigają się w pomysłach na oryginalne menu, zachęcają niebanalnym wnętrzem. Zanim wybierzesz swoje ulubione miejsce, sprawdź nasz krótki przewodnik po restauracjach serwujących burgery.

Kulinarną wycieczkę szlakiem smaku wołowiny rozpoczynamy od Gdańska. Tu warto zwrócić uwagę na co najmniej trzy miejsca.

Przy ulicy Długiej, w samym sercu Starego Miasta wita nas The Original Burger. Wystrój nowoczesny, lekki, ścianę zdobi tapeta z plakatów, jest na czym zawiesić oko. W sympatycznym ogródku konsumuje wielu klientów. Za mniej niż 20 zł możemy tu zjeść burgera z wołowiny lub kurczaka. Dostępne są również sałatki, dania wegetariańskie i zestawy obiadowe. Wielkość posiłku nie jest zatrważająca i konsumenci z większym apetytem muszą liczyć się z osobnym zamówieniem frytek bądź innych przystawek i przekąsek. Miejsce przewiduje zniżki dla studentów, co dla licznych młodych ludzi mieszkających w Gdańsku jest nie lada atutem.

Następnym punktem wycieczki jest Casino Diner, które mieści się przy ulicy Latarnianej. Już od progu rozpoznajemy amerykański klimat: obite na czerwono kanapy, wielkie lampy i podłoga w czarno białą szachownicę. Serwują tu typowo amerykańskie dania. Oprócz klasycznych burgerów zjemy steaki i inne mięsiwa, wymyślne pasty, frytki z batatów i aromatyczne zupy typu krem. Porcje są duże, a do każdej bułki dostajemy miskę domowych frytek i sałatkę colesław przyprawioną kuminem. Właściciele często angażują się w różne ciekawe inicjatywy, związane głównie z tatuażami. Casino Diner na pewno przypadnie do gustu miłośnikom malunków na ciele.

Bardzo dobrego burgera możemy zjeść w niepozornej budce na gdańskiej Morenie. Surf Burger specjalizuje się przepysznych sosach i bardzo świeżych dodatkach. Mięso wysmażone jest tylko na jeden sposób, ale to zupełnie nie przeszkadza w konsumpcji. Potężny kawałek mięsa w rozgrzanym, świeżym pieczywie. Niebo w gębie. Surf Burger posiada swojego jeżdżącego food trucka, dzięki któremu możemy spotkać restaurację w różnych częściach Gdańska. Wystarczy śledzić ich na Facebooku, codziennie podają tam informację, gdzie są i gdzie będą w najbliższej przyszłości. Ceny przystępne. Klasykę gatunku zjemy już za 15 zł. Pracownicy surfują też do domów, wystarczy zadzwonić i w 40 minut zjawiąją się pod domofonem.

Z Moreny zjeżdżamy do Wrzeszcza na aleję Grunwaldzką, gdzie przy kilku stolikach w Best Burgerze zjemy kotleta opakowanego w dorodną bułkę. Dobre miejsce po drodze z SKM, między zakupami w Galerii Bałtyckiej i Manhattanem. Bierzemy burgera na wynos i zmierzamy na Zaspę. Przy ulicy Franciszka Hynka znajdujemy restaurację Forfit Burger, czyli wariacje na temat wołowiny i drobiu. Forfit również ma swój pojazd, którym kusi podczas wycieczki po mieście. Szukajcie food trucka w różowe paski.

Burger mania ogarnęła również i Przymorze. Dlatego też powstał tam lokal o dokładnie takiej nazwie. Burgermania mieści się przy ulicy Krzywoustego i serwuje dania o wdzięcznych nazwach typu: pięterko, kuku-ryku, king kong. Za niecałe 20 złotych można najeść się do syta. Wyjeżdżamy z Gdańska i udajemy się do Sopotu.

Na Zamkowej Górze zatrzymujemy się w lokalu o nazwie Stacja No. 7. Proste menu, bez udziwnień, prosto smacznie i na temat. Wystrój nowoczesny, do wejścia zachęca oryginalna fasada budynku. Tego miejsca nie da się przegapić. Przy sopockich alejkach wzdłuż plaży warto zajść jeszcze do Beach Burgera. Bar wyróżnia się ofertą alkoholową, shota możemy dostać tu za 4 zł, podobnie jak w popularnych barach z zakąskami.

Pozytywnie zaskoczeni smakami wybieramy się do Gdyni, w której to z tłumy wyróżnia się restauracja Śródmieście. Trafić do niej można przy ulicy Mściwoja, tuż za centrum handlowym Kwiatkowskiego. To bardzo modne, aczkolwiek niewielkie miejsce przyciąga do siebie bardzo dużo głodnych i spragnionych designu młodych ludzi. Do Śródmieścia można wpaść na śniadanie i przy kawie sprawdzić poranne maile lub przeczytać gazetę. Pracownicy bardzo dbają o sposób podania posiłku, o atmosferę i muzykę. Nic nie jest tu przypadkowe, a lunch w takim miejscu to czysta przyjemność. Oprócz burgerów dostaniemy też pyszne ryby i dania z drobiu, a to wszystko w okolicach dwudziestu kilku złotych.

Idąc w górę ulicą Świętojańską, trafiamy do miejsca o prostej nazwie 3 Burger. Za mniej niż 20 złotych zjemy tu ogromne porcje nie tylko z wołowiny, ale również z dziczyzny i baraniny. Miłośnicy mięs na pewno się nie zawiodą. Prosty, czarno czerwony wystrój kilka stolików na zewnątrz. Jemy tu po drodze, w czasie pracy, na małą przerwę i duży głód.

Koniec wycieczki szlakiem stu procentowego smaku czystej wołowiny kończy się u góry ulicy Świętojańskiej, w pobliżu Urzędu Miasta. Maleńki lokal Baranola z niewielkim menu, jednak z bardzo dużą liczbą osób ustawiających się w kolejce. Kilka bardzo ciekawych pozycji zaspokoi nawet największy głód, a dodatki uzupełnią wachlarz smaków. Kilkanaście złotych za burgera w centrum miasta to niedroga i smaczna opcja posiłku dla każdego.

W Trójmieście spotkać możemy kolejnego jeżdżącego food trucka. Nazywa się Carmnik, wygląda jak wielka drewniana budka i serwuje jedne z lepszych burgerów w mieście. Na ich fan page’u, podobnie jak w przypadku Surf Burgera, można śledzić ich obecną lokalizację. Cennik oscyluje wokół 15 złotych.

Kulinarna mapa Trójmiasta to niezwykły kąsek nie tylko dla miejscowych, ale również dla odwiedzających Wybrzeże turystów. Moda na burgery z czystej wołowiny rozprzestrzeniła się tutaj z prędkością światła. To dobry i tani sposób na szybki lunch, pełen obiad, a nawet sycący posiłek na zakończenie dnia.

Ewa Niwińska-Lipińska

received_908711895916476

Miotła jest prezentem od klasy III maturalnej na Dzień Edukacji w tym roku dla wiedźmy czyli tej, która wie

Polonistka, doktor nauk humanistycznych, obecnie uczy w ZSO nr 1 w Gdyni – czyli: w Gdyńskiej Trójce, Gimnazjum nr 24 oraz klasach IB (matury międzynarodowej) i prowadzi szkolny kabaret Chała. Autorka i współautorka nowatorskich programów nauczania języka polskiego (m. in. w IX LO w Gdańsku, gdzie pracowała w latach 1984-1996) oraz podręcznika do szkół ponadgimnazjalnych Wydawnictwa OPERON z serii Ciekawi świata część Pozytywizm.

W 2012 roku otrzymała tytuł Nauczyciela Roku w plebiscycie „Gazety Wyborczej”.

W 2014 roku przyznano jej tytuł Honorowego Profesora Oświaty.

Od lat zaangażowana jest w amerykański konkurs rozwijania kreatywności Odyseja Umysłu.

Jej pasją są górskie wędrówki, dalekie podróże i spotkania z ludźmi. Ma sześcioro wnuków (jednego wnuka i pięć wnuczek), z których jest bardzo dumna.

 

  1. Realizowałaś jeden z pierwszych projektów w Polsce o nazwie Klasa autorska. Co skłoniło Cię do podjęcia rękawicy i realizacji tego przedsięwzięcia?

To był bardzo dobry czas na wprowadzanie do szkoły nowych, odważnych projektów. Przede wszystkim ministerstwo dawało zielone światło sensownym pomysłom edukacyjnym. Wiceministrem była wtedy nieodżałowana Anna Radziwiłł, wieloletnia nauczycielka – ona wiedziała, czego trzeba polskiej szkole. Mniej więcej w tym czasie powstawało społeczne liceum na Bednarskiej, zakładane przez Krystynę Starczewską. Przyjazne nastawienie ministerstwa, działania nauczycieli w innych miastach ośmieliły mnie i mego kolegę, nauczyciela filozofii i łaciny Michała Kossa, do stworzenia prawdziwej klasy autorskiej z rozszerzonym programem nauczania języka polskiego i dwóch języków obcych oraz  z ambitnym programem filozofii i łaciny (co nie znaczy, że inne przedmioty były w jakikolwiek sposób zaniedbane, wręcz przeciwnie). Niewątpliwie pomógł nam też fakt, że dyrekcja IX LO w Gdańsku, gdzie wówczas pracowałam, wsparła nasz pomysł. No i udało się! Życiorysy ludzi z Waszej klasy świadczą o dużym sukcesie tego projektu.

  1. Lubisz pracować z młodzieżą. Co wg Ciebie motywuje młodzież do realizacji projektów?

Tak, bardzo lubię pracować z młodzieżą. Mimo mego wieku (a ode mnie starszy jest tylko węgiel i niektórzy przypuszczają, że mogę pamiętać dinozaury) ciągle uczę się od swoich uczniów – inspirują mnie i motywują do dalszych wysiłków. Oni kierują się przede wszystkim własnymi ambicjami, jeśli zaproponowany projekt akurat ułatwia ich realizację. Poza tym musi być w tym pierwiastek ludzki. Nic nie uda się naprawdę, jeśli ludzie nie są do siebie życzliwie nastawieni i nie mają furtki na odrobinę szaleństwa. Coroczne spotkania pierwszej autorskiej (matura 1994) i więzy przyjaźni pomiędzy ludźmi z tej klasy świadczą o tym, że w tym przypadku takie warunki zostały spełnione. Myślę też, że zarówno Michał, jak i ja (oboje pełniliśmy funkcję wychowawców) byliśmy także spoiwem, łączącym tę grupę ludzi.

  1. Jak uzupełniasz siły, żeby sprawdzić sprawdziany swoich uczniów? Istnieje jakiś ‘magiczny napój Ewy’ czy kawa i np. coś słodkiego?

Moim magicznym napojem jest dobra herbata – czarna albo Pu-erh. Dużo herbat wypijam podczas sprawdzania. Pomaga mi także muzyka w tle, kiedy czytam prace uczniów – najczęściej słucham wtedy Pink Floyd, Jana Garbarka oraz Loreeny McKennitt.

  1. Mamy opisy przyrody w Nad Niemnem, Panu Tadeuszu, Chłopach, czy u Kochanowskiego i wielu innych utworach w polskiej literaturze. A gdzie można znaleźć piękne opisy biesiad / konsumpcji posiłków, oczywiście poza opisami pijackich hulanek w Sienkiewiczowskiej Trylogii?

Wszystkim zainteresowanym np. kuchnią staropolską polecam świetną książkę Jędrzeja Kitowicza „Opis obyczajów za Augusta III”, a szczególnie część „O stanie dworskim”. Myślę, że wystarczającą zachętą będą tytuły poszczególnych rozdziałów: „O potrawach staroświeckich”, „O potrawach nowomodnych”, „O porządkach i cukrach stołowych”, „O trunkach i pijatykach”, „O sławniejszych pijakach”, „O częstowaniu i pijatykach sejmikowych”. Kitowicza można czytać on line pod adresem http://literat.ug.edu.pl/xxx/kitowic/index.htm

  1. Czy uważasz, że książka kucharska może być „wciągająca”?

Oczywiście! Czytanie o jedzeniu i jego przygotowywaniu jest niemal taką samą przyjemnością jak jedzenie.

  1. Jesteś nauczycielem od wielu lat. Jak wg Ciebie zmieniały się nawyki żywieniowe uczniów?

Nie odkryję Ameryki mówiąc, że kiedyś uczniowie odżywiali się zdrowiej, bo nie jedli tylu słodyczy czy chipsów. Ale w mojej szkole widzę też wiele osób, które zamiast nieśmiertelnych kanapek (albo oprócz nich) przynoszą do szkoły sałatki czy nawet dania obiadowe, ugotowane w domu. Poza tym wydaje mi się, że kampania, dotycząca wyeliminowania niezdrowej żywności ze szkół, była nieco przesadzona. Ja jestem np. zwolenniczką dobrych, świeżych drożdżówek, chętnie jedzonych przez dzieci i młodzież.

  1. Czy korzystasz ze stołówki szkolnej? A może masz tam swoją ulubioną potrawę…?

Ze stołówki szkolnej korzystam rzadko. Z tego, co jadłam, najbardziej smakowała mi zupa z dyni z dodatkiem pora. Do naszej stołówki zniechęciłam się, kiedy zobaczyłam, jakie porcje dostają uczniowie na śniadanie. Ja na pewno bym się tym nie najadła, a co dopiero dorastający chłopak. Zorganizowaliśmy więc w zeszłym roku z klasą matematyczną kolację za 5 zł. Faktycznie, złożyliśmy się po 5 zł (na tyle wycenione jest śniadanie w stołówce), zrobiliśmy zakupy, przygotowaliśmy posiłek i wszyscy najedli się do syta. Ja rozumiem, że stołówka musi płacić swoim pracownikom, ale nie wierzę, żeby nie można było się trochę lepiej postarać (podobno nastąpiła pewna  poprawa po wielu komentarzach na temat ilości i jakości podawanych porcji).

  1. Dużo podróżujesz. Czy lubisz próbować lokalnych potraw?

Zawsze jem przede wszystkim lokalne potrawy. Staramy się z mężem wybierać knajpki, w których jadają lokalni, a nie turyści. Nie wiem, co to za przyjemność jechać do innego kraju i szukać tam potraw, które jemy na co dzień w Polsce. Z naszych podróży zawsze przywożę dużo nowych przypraw i wprowadzam do swojej kuchni coraz to ciekawsze potrawy.

  1. Którego kraju kuchnia odpowiada Ci najbardziej (poza polską kuchnią oczywiście)?

Nie potrafię wskazać jednej konkretnej kuchni. Bardzo lubię kuchnię włoską, libańską, czy  marokańską, ale są też potrawy z innych niż tu wymienione krajów, które bardzo mi smakują. Chyba łatwiej byłoby mi odpowiedzieć, której kuchni nie lubię.

  1. Czy w twojej własnej kuchni masz jakąś specjalność, do której lubisz wracać?

Mam w repertuarze wiele dań, które lubią moi goście. Te moje specjalności często się zmieniają, choć są też stałe pozycje repertuaru, takie jak sałatka ziemniaczana, hummus czy faszerowane pomidory. Ostatnio specjalizuję się w mięsie z pieczarkami, zapiekanym w cieście oraz w coraz bardziej urozmaiconych sałatach, do przygotowywania których zachęciła mnie moja synowa Emilka, świetnie gotująca i pięknie podająca potrawy. Ja potrafię ugotować wiele smacznych potraw, ale nie umiem ich „artystycznie” podać. 

  1. Dlaczego ‘masło maślane’ a nie ‘śmietankowa śmietana’?

Niestety, nie wiem, jakie jest źródło tego pleonazmu*.

  1. Nasze standardowe pytanie. Twoje pierwsze skojarzenie z nazwą Jami-Jami.

Zupełnie nie wiem dlaczego, ale moim pierwszym skojarzeniem był jamochłon!

Dziękujemy za wywiad!

*https://pl.wikipedia.org/wiki/Pleonazm

Dzisiaj mamy jedno z nietypowych Świąt, czyli Światowy Dzień Makaronu.

Nie ukrywajmy, że nie wyobrażamy sobie życia bez tej kombinacji jajka, mąki i wody.  Spożywamy go w różnej postaci w różnych potrawach.

Na świecie występuje ok 100 rodzajów makaronu.

Makarony mogą należeć do różnych typów w zależności od ich składu. Na rynku można znaleźć makarony:

  • Zwykłe – mąka pszenna typ 850 + woda+ sól bez uszlachetniaczy
  • Jajeczne – mąka pszenna typ 580 + 1-2 jaja na 1kg
  • Wyborowe – mąka pszenna typ 580 + 4 jaja na 1kg
  • Z mąki graham

Wiecej na https://pl.wikipedia.org/wiki/Makaron

Smacznego!!

Hmmm… przyjemnie jest podziwiać wygląd smacznych potraw, ale czy ktoś się zastanawiał na tym jaką pracę trzeba włożyć w to żeby zdjęcie wyglądało idealnie. Właśnie, nie zdajemy sobie sprawy, ile trzeba wykonać żeby ‘chciało się schrupać zdjęcie’.

Tematykę fotografii kulinarnej porusza blog http://www.fotografia-kulinarna.pl/blog/, na którym nauczymy się krok po kroku fotografii kulinarnej. Autor bloga pokazuje nam świat fotografii kulinarnej ‘od kuchni’. Brzmi jak ‘masło maślane’, ale spójrzmy na zawartość bloga.

BlogFotKul

Cały proces przygotowania zdjęcia opisany jest w szczegółach. Mamy tutaj działy m.in.dotyczące:

  • jak uchwycić ‘dymek na potrawą’,
  • jak wykorzystać rośliny do ozdoby fotografii
  • sztuczek fotografii zupy
  • BlogFotKul2
  • i wiele innych

Są to niezwykłe informacje i czyta się je z zapartym tchem ze względu na sam fakt podejścia do tematu i sposób przekazywania informacji.

Blog jest bardzo merytoryczny i prezentuje szeroki zakres informacyjny. Blog nie ustrzegł się błędów, ponieważ niestety niektóre linki na blogu wracają do strony głównej. Czekamy na uzupełnienie, chcielibyśmy się dokształcić. Życzymy powodzenia i jak największej liczby odwiedzin.

 

Paweł Sierakowski

No photo :)

 

Urodzony 1 maja 1976 roku.

Pierwsze jego prace fotograficzne powstały w 2005 roku. Do tego czasu nigdy nie związany z żadnym środowiskiem fotograficznym ani szkołami fotografii.

W swoim dorobku posiada liczne sesje modowe, testowe dla agencji modelek, zdjęcia komercyjne i publikacje.

 

 

  1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z fotografią?

Fotografia nigdy mnie nie interesowała. Zdjęcia z wakacji „fotogłupkiem” to wszystko. Kiedy ładnych parę lat temu zacząłem prowadzić agencje modelek zaczęło brakować fotek…fotograf, z którym pracowaliśmy nie nadążał z pracą….:) Kupiłem Minolte A1 (jest do dzisiaj u mnie 😉 ) i zacząłem robić polaroidy modelkom. Później jakieś bardzo proste sesje, lekko stylizowane i tak „poszło”…… Przez prawie 10 lat wyceniałem nieruchomości, z których zrezygnowałem parę lat temu właśnie na rzecz fotografii….Znajomi śmiali się, że przerzuciłem się z nieruchomości na „piękne ruchomości”

  1. Jakie są największe wyzwania w pracy fotografa?

Wyzwania…nie wiem… ;)) chyba kiedy trzeba targać ciężki sprzęt po piachu ;)) bo nigdy nie ma do tego chętnych ;))

  1. Co lubisz najbardziej w swojej pracy?

Zapytaj lepiej czego nie lubię ;))) Lubię wszystko :) zmęczenie, pot, 40 st. upały nawet są ok i podgląd fotek pod ręcznikiem ;)) Nawet nie przeszkadzają mi marudzący klienci ;))) Ale chyba najgorszą częścią tej roboty jest 10 czy 11 godzina ślęczenia przy komputerze i obróbki ;))) bo trzeba coś na „wczoraj” zrobić :))

  1. Jakie są według Ciebie różnice w fotografii kobiet i mężczyzn?

Przy fotografii kobiet ja „naciskam” na jak najmniejszą ilość ubrań na ciele modelki a przy fotografii mężczyzn…moje wizażystki :))) Serio nie ma dla mnie różnicy. Lubię kiedy osoba na fotografii jest piękna, seksowna i nie ma różnicy czy jest to  kobieta czy facet 😉 Chcę, żeby każda osoba, którą fotografuje, bez względu na to czy jest to kobieta czy mężczyzna poczuła się jak pani/pan z okładki magazynu.

  1. Na co zwracasz uwagę fotografując każdą z płci?

U kobiet ma być seksownie, kobieco…fotka ma budzić pożądanie (może za mocne słowo ;)) facetów, a u mężczyzn – facet ma być tym „ciachem” ;)) – taki prezencik na 8 marca ;))

  1. Jesteś fotografem więc potrzebujesz zmysłu wzorku. Jakiego innego zmysłu używasz równie często?

Smaku :)) lubię dobrze zjeść ;)) i no węchu :)) musi ładnie pachnieć ;)))

  1. Fotografia to strawa dla duszy, kulinaria dla ciała… Zgadasz się z tym?

Przez żołądek do serca :) ??? Lubię dobrze zjeść, lubię próbować nowe nieznane potrawy, wiedzieć jak je jeść :)) Ale nie jestem chyba aż takim smakoszem – jak jestem głodny to zjem „byle co”. W fotografii raczej byle czym się nie zadowolę 😉 Ale na pewno warto zwracać uwagę co się je ;)) I na pewno zgodzę się z tym, że człowiek jak głodny to zły ;)) Więc te kulinaria są ważne ;)))

  1. Co myślisz o fotografii kulinarnej?

Hmmm…:) wiem, że jest  :))

  1. Czy sam kiedyś próbowałeś takiej fotografii?

Nie :)) taka fotografia, czy w ogóle fotografia produktowa to nie moja działka…są ludzie, którzy się w tym specjalizują i zostawiam to im…..nie ma co „dziobać” rynku którego się nie zna…

  1. Czy masz jakaś ulubiona potrawę, która jadasz najczęściej w restauracji lub sam przygotowujesz?

Jajecznica :)) nawet w drogich hotelach gdzie wybór jest ogromny – śniadanie to jajecznica :)) i sam ją potrafię dobrą zrobić ;))

  1. Czy w kuchni jesteś równie sprawny jak w fotografii?

Uuuuuu… jajecznica, parówki, kiełbaska na ciepło, kanapka ;))) no i potrafię naczynia włożyć do zmywarki ;)))

  1. I na koniec nasze standardowe pytanie:-) pierwsze skojarzenie z Jami-Jami?

Uuuu… to trudniejsze niż sprawność kuchenna :) Nie obrazisz się jak powiem że nic mi nie przychodzi do głowy ? Jakaś egzotyka ;))))

 

Dziękujemy za wywiad! Zespół Jam-Jam.

 

Już 24.09.2015 odbędzie się premiera nowej książki Ilony Adamskiej pt. Szczypta luksusu.
Zapraszamy do lektury, gdzie znajdziecie również przepis od Jami-Jami, którego autorką jest Wiktoria Wilmanowicz.

.fb

 

Życzymy smacznego!!

Dr hab. n. med. Aleksandra Jezela- Stanek

Jezela-Stanek 

 

Dr hab. n. med. Aleksandra Jezela-Stanek od kilkunastu lat specjalizuje się w genetyce klinicznej. Obecnie zajmuje stanowisko docenta w Instytucie Pomnik — Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Na stałe związana ze Śląskiem gdzie m.in. w ramach współpracy z testDNA Laboratorium Sp. z o.o. przyjmuje pacjentów w poradni genetycznej. W praktyce zajmuje się diagnostyką genetycznych przyczyn wad wrodzonych, zaburzeń rozwoju oraz niepowodzeń ciąży.

  1. Co Pani myśli o aplikacji Jami-jami, która wyszukuje menu bezglutenowe? Czy może pomóc osobom chorym na celiakię?

Doskonały pomysł! W związku z tym, że sama jestem na diecie bezglutenowej korzystam i polecam innym.

  1. Celiakia jest chorobą dziedziczną. W jaki sposób wykrywa się ją u dzieci?

Podstawową sprawą jest kwestia wystąpienia objawów, nasuwających podejrzenie tej choroby, co z kolei wymaga wykonania odpowiedniej diagnostyki (m.in. serologicznej). Ponadto spotykam się też z sytuacją, kiedy celiakia jest już w rodzinie rozpoznana i badania genetyczne są wykonywane celem określenia ryzyka jej ujawnienia się. Zgodnie z rekomendacjami Europejskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci (ESPGHAN), gdy osoba z grupy ryzyka (np. dziecko chorej matki) nie ma objawów, to w pierwszej kolejności powinno się wykonać badania na obecność genów DQ2 i DQ8 kojarzonych z celiakią. Ich brak praktycznie wyklucza tę chorobę. W przeciwnym przypadku zalecana jest dalsza diagnostyka.

Trzeba jeszcze pamiętać, że celiakia nie jest chorobą wieku dziecięcego i z niej się nie wyrasta! Obecnie coraz więcej rozpoznań to osoby dorosłe.

  1. Jeżeli podejrzewamy u siebie celiakię, czy powinniśmy od razu udać się do poradni genetycznej?

Może nie tak od razu…. Objawy nie są specyficzne więc w pierwszym etapie wskazana jest diagnostyka gastroenterologiczna. Jeśli na jej podstawie celiakia jest podejrzewana to wtedy oczywiście konsultacja i diagnostyka genetyczna jak najbardziej są uzasadnione.

  1. Celiakia może wystąpić w czasie ciąży. W jaki sposób powinny o siebie dbać przyszłe mamy z chorobą trzewną?

Dieta, dieta i jeszcze raz dieta, ale z odpowiednią, czyli większą i odpowiednią dla okresu ciąży dobraną dawką suplementów. Dieta bezglutenowa jest niemal niezbędna. Nieleczona celiakia wiąże się bowiem z powikłaniami położniczymi.

Ponadto, każda kobieta planująca ciąże musi pamiętać o przyjmowaniu kwasu foliowego (optymalnie przez 3, a minimalnie przez 1 miesiąc)

  1. Genetyka to bardzo trudna i wymagająca dziedzina wiedzy. Gdzie i kiedy zrodziło się Pani zainteresowanie właśnie tą nauką?

Na samym początku mojej pracy zawodowej, kiedy uświadomiłam sobie, że choroby genetycznie uwarunkowane naprawdę występują (a nie jedynie w podręcznikach), a ponadto stanowią ogromne wyzwanie diagnostyczne dla lekarzy, co mnie ostatecznie do zostania genetykiem klinicznym przekonało.

  1. Jakie korzyści daje wizyta poradni genetycznej?                                                                    To przede wszystkim wiedza! Informacje na temat możliwości diagnostyki genetycznej, na temat konkretnej choroby wrodzonej, postępowania, profilaktyki, ale też programów leczniczych oraz badań naukowych czy aktualna wiedza z literatury specjalistycznej.

 

SERDECZNIE DZIĘKUJEMY

Portal Jami-Jami.pl

Bardzo przyjemnym bajerem jest to jak ulokowane są sztućce. Z drugiej strony - szkoda, że plastikowe...

Czerwony Piec to pizzeria szczycąca się piecem opalanym drewnem i umiejscowieniem w ścisłym centrum Gdyni. Chodź ulice Starowiejska jet obecnie tematem zażartych rozmów nad przekształceniem w deptak, teraz także jest doskonałym miejscem do spacerów po miescie.

Pomiędzy wieloma opcjami gastronomicznymi, Czerwony Piec zaprasza do siebie wabiąc obietnicą tradycyjnej włoskiej pizzy.

Read More →

Akademika Kulinarna to blog, który każdemu pozwoli na przygotowanie dzieła sztuki na talerzu

Największą bolączką blogów skupiających się na prezentowaniu przepisów kulinarnych jest to, że ogromna większość tych blogów w niczym nie wyróżnia się od innych. Zwykłą praktyką, gdy szuka się jakiegoś określonego przepisu, jest szukanie go w Google, albo w portalach skupiających kulinarne blogi. Niewiele blogów wyrasta na coś, co jest więcej niż tylko książką kucharską dostępną w internecie.  Read More →